2-5 luty 2025 -Norwegia okolice Lillehammer
Świetnie lodowe wspinanie w super warunkach. W wypadzie udział wzięli Szymon Sarna Jakub Sarna Piotrek Hodok Andzej Jania Artur Bednaszewski Tomek Żaba
Wyjazd w Wysokie Taury w składzie Szymek Tatar, Wiesiek Kowalski i Paweł Orawiec.
Działaliśmy cztery dni pod rząd w dniach 13 do 16 stycznia 2025 plus dwa dni na dojazd. Śniegu było bardzo mało więc cele i w ogóle całe plany trzeba było modyfikować. To jest jedna z najbardziej bezśnieżnych zim w historii - w Tyrolu także. Ale coś tam się udało.
W każdy dzień skitura miała co najmniej 1200 m przewyższenia. Ze względu na zamknięte schroniska musieliśmy się sporo nachodzić więc kilometrów było niemało. Ogólnie piękny region. Wyszliśmy na dwa szczyty Hochgasser 2922 mnpm i Rote Saule 2993 mnpm. Poszliśmy też do odległej doliny w kierunku szczytu Seekopf oraz w ostatni dzień łaziliśmy po lodowcu u podnóża najwyższego szczytu Austrii - Grossglocknera
11 styczna 2025 - droga W Samo Południe 5+
klasyka buli
; wspinali się: Szymon Sarna, Michał Bednaszewski i Andrzej Jania
Uczestnicy: Aneta, Grzesiek, Krzysiek, Leszek, Wojtek i Zbyszek
05 stycznia 2025 r.
28 grudnia 2025; droga Bez Znaczenia -5
wspinali się: Szymon Sarna Michał Bednaszewski i Andrzej Jania
28.11.2024
Jaskinia Miętusia. W składzie Konrad Dyrcz, Michał Różański, Jan Bystrzycki
Wyjście do jaskini Miętusiej, do syfonu Marynarki Wojennej, wygląda że by puścił. A następnie powrót i zjazd do syfonu w Wielkim Kominie.
Szkolenie wewnEtrzne TKG Vertical na Hali Gąsienicowej z wybranych elementów asekuracji i nowinek technicznych.
13 października 2024 r.
Kieżmarski Szczyt - Lewy Puskas IV
Zespół Ania i Konrad
7 września 2024 r.
Na Kieżmarski szczyt planowaliśmy wejść od pewnego czasu, niestety w wolne weekendy pogoda nie chciała się dopasować do naszych planów i osiągnięcie celu oddalała się w czasie. W ten weekend miało być inaczej, pogoda zapowiadała się stabilna więc postanowiliśmy spróbować. W sobotę miało być wspinanie na Kieżmarski szczyt drogą Lewy Puskas IV i było, a w niedziele treking na na niewymagającym szlaku.
W związku z tym, że trochę się rozbestwiliśmy w dolomitach i spodobało nam się jeżdżenie kolejkami tym razem postanowiliśmy również skorzystać z tego genialnego wynalazku i do Skalnatego plesa zrobiliśmy tylko parę kroków z parkingu do wagonika kolejki. Powrót też planowaliśmy kolejką.
Ze Skalnatego plesa w niecałą godzinkę dotarliśmy pod ścianę, przed nami startował jeden zespół. Poczekaliśmy aż dojdą do pierwszego stanowiska po czym się wbiliśmy w ścianę.
Niestety pierwszy wyciąg nie poszedł zbyt sprawnie, w związku z nieudolnym prowadzeniem liny przez lidera zespołu, ten wyciąg zajął nam około godziny, dodać muszę że Ania jako druga zrobiła go w 15min.
Drugi wyciąg z główną trudnością drogi poszedł lepiej i sprawniej, niestety kolejna strata czasu nastąpiła podczas startu w trzeci wyciąg, pomyliłem kierunek wspinaczki i po kilku metrach musiałem się wycofać do stanowiska. Będąc na Puskasowych półkach przodem do ściany kierujemy się w prawo, tam teren jest na tyle prosty że można go przebiec, założyłem jeden przelot.
Na trzecim stanowisku poczekaliśmy na zespół który był znacznie szybszy od nas żeby ich przepuścić.
Czwarty wyciąg był krótki, z dwoma trudniejszymi miejscami, w jednym miejscu była plakietka, w drugim miejsce na frenda.
Piąty wyciąg za III , spowodował pojawienie się lęków i czujne wspinanie, z częstym osadzaniem własnej protekcji, jak później Ania mówiła w miejscach gdzie były zamontowane ringi albo plakietki, których nie widziałem, bo się ich nie spodziewałem i szukałem miejsc na własną asekurację.
Szósty wyciąg w zasadzie przebiegłem, jednak przed wejściem w niego trochę się zachmurzyło i była obawa przed deszczem, na szczęście wytrzymało do końca bez opadów, Ale zmęczenie dawało się już we znaki. Zarządzanie szpejem z angielskiego „Ekłipment Manadżment” już nie szło tak sprawnie jak na początku, chociaż na początku też szału nie było, lina się jakoś na złość plątała. Rozsądna część zespołu już chciała zjeżdżać, jednak lider był sfokusowany na odklepaniu szczytu.
Siódmy wyciąg poszedł szybko. Na ósmym niestety nastąpiły komplikacje, Liny do stanowiska było na styk, trzeba było naciągać, dodatkowo lina utkwiła w jakieś szczelinie, co zmusiło Anie do wspinaczki w trudniejszym terenie żeby ją wydobyć. To powodowało, że czasu do zmroku mieliśmy coraz mniej, a przed nami jeszcze trzy wyciąg, byliśmy już na tzw Rampie, ale zmęczenie dawało się we znaki. Kolejne trzy wyciągi poszły sprawnie.
Po wyjściu z rampy szliśmy już na lotnej. Do szczytu zostało niewiele, jednak trochę się pogubiliśmy, poszliśmy za bardzo w prawo i musieliśmy się wrócić. Na szczycie zameldowaliśmy się po 8 godzinach wspinaczki. Do zachodu słońca mieliśmy jakąś godzinę.
Do Skalnatego Plesa dotarliśmy po dwóch godzinach, schodząc już w ciemności, a do parkingu niestety już nie kolejką po kolejnych dwóch.
Drugi dzień tatrzańskich wędrówek już sobie darowaliśmy.
Mnich - droga Zemsta Wacława +6;
wspinali Szymon Sarna Michał Bronaszewski i Paweł Grzędziak;
24 sierpnia 2024 r.
Kozi Wierch - filar południowy V
Szymon Sarna Krzysztof Kołodziejczyk
11 sierpnia 2024 r.
W Jaskini Pod Wantą
4 sierpnia 2024 r.
Krzysztof Kołodziejczyk i Szymon Sarna
30.07.2024 – Masyw Bernina, Piz Palu, Filar Bumillera. TD+, V+, lód do 80 st. 800m, 6h.
P. Orawiec, P. Pawlikowski.
Ta droga ma charakter bardziej alpejski niż trzy inne, którymi wspięliśmy się podczas tego wyjazdu. Tutaj trzeba było zmierzyć się z zagrożeniem ze strony seraków i szczelin lodowcowych. To też ciężki plecak, w którym trzeba było mieć sprzęt do wspinaczki w lodzie i na skale.